środa, 22 kwietnia 2015

Michałowo, 19 kwietnia 2015 r. – MARATONY KRESOWE

No i nadeszła długo wyczekiwana niedziela – dzień pierwszego wyścigu w sezonie. Zerwaliśmy całą rodzinkę na 8.00 do kościoła. Podczas mszy przez okna zaświeciło słońce, pomyślałam sobie … jest dobrze. W drodze do domu lunął deszcz ze śniegiem. Oj.. oj.. oj …szybko telefon kontrolny do Siostry … jedziemy??? Jola na to, ależ oczywiście, że jedziemy!!!J Zmotywowana szybko zaczęłam się pakować i szykować… Przestało padać,  Andrzej zapakował rowery. Dotarliśmy na miejsce o 10.15. Marek – mąż Joli podsunął formularz i długopis. Wypełniłam na klapie od śmietnika. Szybka rozgrzewka … Przejechałyśmy niewielki kawałek, wróciłyśmy na miejsce startu. W sektorach startowych stały już tłumy. Znowu jak zwykle stanęłyśmy na końcu. Z powodu awarii prądu start został przesunięty – nie działały urządzenia do pomiaru czasu. Było nieprzyjemnie chłodno, trochę zmarzłyśmy. W końcu wystartowali zawodowcy oraz nasi maratończycy na długim dystansie tj. 84 km.

Jeszcze 15 minut czekania …
start… ciężko mi się oddycha … nogi drewniane… niebezpiecznie na zwężeniu … wszyscy mnie wyprzedzają, 

Milena i Jola wyskoczyły do przodu


(autor: AGR Podlasie, Paweł Nowosielski, Aparat, Ręka i Chęci "Dove" )


Dopiero w lesie dogoniłam Jolę

Jak widać obie jesteśmy zadowolone J Joli noga podawała. I tak nam się wspaniale jechało, aż do 16 km. Siedziałam Joli na kole i na zakręcie usłyszałam trzask i zobaczyłam łańcuch Joli ciągnący się po ziemi… No niech to … motyla noga…. Zatrzymałyśmy się … przy sobie miałam tylko błyszczyk do ust, ale jak wiadomo słabo się nadaje do naprawy rozerwanego łańcucha… Usłyszałam tylko … jedź, jedź, dzwonię po Marka … Było mi bardzo przykro, pojechałam dalej sama… Trasa nawet trudna, wszystkie zjazdy pokonałam z wysuniętym tyłkiem i na hamulcu. Tylko raz wprowadzałam rower. Na 27. Kilometrze czułam, że za chwilę skurcze w łydkach unieruchomią mnie i nie dojadę. Zwolniłam. Na plecach czułam oddech zawodników z MTB Suwałki… Myślałam o Joli i o tatuażu Janki „dopóki walczysz jesteś zwycięzcą”. W miejscu, gdzie stała Kasia C. z aparatem dojechał Andrzej, który ukończył wyścig jakieś pół godziny wcześniej. Krzyknął jeszcze po drodze do strażaków, że już znalazł żonę…! J towarzyszył mi aż do zalewu, mówiąc co mnie jeszcze czeka i mobilizował do szybszej jazdy.
(autor: AGR Podlasie, Paweł Nowosielski, Aparat, Ręka i Chęci "Dove" )

Andrzej pojechał na metę. Jeszcze 700 m dookoła zalewu. Ostatkiem sił walczyłam na finiszu, udało mi się wyprzedzić jedną z zawodniczek o 4 sekundy. Po przejechaniu linii mety upadłam i myślałam że już tak sobie będę leżeć i leżeć… J Wyścig ukończyłam na miejscu 9/17 w kategorii Kobiety Super Fit i 28/48 w open. Pokonałam po 6 latach jeżdżenia w maratonach jedną z zawodniczek, która od zawsze była poza moim zasięgiem J Przejechałam dystans półmaratonu – 34 km w czasie 02:01:29. Jestem zadowolona. Szkoda, że Joli awaria zepsuła całą zabawę… Ale przed nami jeszcze cały sezon ścigania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz