No
i nadeszła długo wyczekiwana niedziela – dzień pierwszego wyścigu w sezonie.
Zerwaliśmy całą rodzinkę na 8.00 do kościoła. Podczas mszy przez okna
zaświeciło słońce, pomyślałam sobie … jest dobrze. W drodze do domu lunął
deszcz ze śniegiem. Oj.. oj.. oj …szybko telefon kontrolny do Siostry …
jedziemy??? Jola na to, ależ oczywiście, że jedziemy!!!J Zmotywowana szybko zaczęłam
się pakować i szykować… Przestało padać,
Andrzej zapakował rowery. Dotarliśmy na miejsce o 10.15. Marek – mąż
Joli podsunął formularz i długopis. Wypełniłam na klapie od śmietnika. Szybka
rozgrzewka … Przejechałyśmy niewielki kawałek, wróciłyśmy na miejsce startu. W
sektorach startowych stały już tłumy. Znowu jak zwykle stanęłyśmy na końcu. Z
powodu awarii prądu start został przesunięty – nie działały urządzenia do
pomiaru czasu. Było nieprzyjemnie chłodno, trochę zmarzłyśmy. W końcu
wystartowali zawodowcy oraz nasi maratończycy na długim dystansie tj. 84 km.
Jeszcze
15 minut czekania …
start…
ciężko mi się oddycha … nogi drewniane… niebezpiecznie na zwężeniu … wszyscy
mnie wyprzedzają,
Milena i Jola wyskoczyły do przodu
(autor: AGR Podlasie, Paweł Nowosielski, Aparat, Ręka i Chęci
"Dove" )
Dopiero
w lesie dogoniłam Jolę
Jak
widać obie jesteśmy zadowolone J Joli noga podawała. I tak nam się wspaniale
jechało, aż do 16 km. Siedziałam Joli na kole i na zakręcie usłyszałam trzask i
zobaczyłam łańcuch Joli ciągnący się po ziemi… No niech to … motyla noga….
Zatrzymałyśmy się … przy sobie miałam tylko błyszczyk do ust, ale jak wiadomo
słabo się nadaje do naprawy rozerwanego łańcucha… Usłyszałam tylko … jedź,
jedź, dzwonię po Marka … Było mi bardzo przykro, pojechałam dalej sama… Trasa
nawet trudna, wszystkie zjazdy pokonałam z wysuniętym tyłkiem i na hamulcu.
Tylko raz wprowadzałam rower. Na 27. Kilometrze czułam, że za chwilę skurcze w
łydkach unieruchomią mnie i nie dojadę. Zwolniłam. Na plecach czułam oddech
zawodników z MTB Suwałki… Myślałam o Joli i o tatuażu Janki „dopóki walczysz jesteś zwycięzcą”. W
miejscu, gdzie stała Kasia C. z aparatem dojechał Andrzej, który ukończył
wyścig jakieś pół godziny wcześniej. Krzyknął jeszcze po drodze do strażaków,
że już znalazł żonę…! J
towarzyszył mi aż do zalewu, mówiąc co mnie jeszcze czeka i mobilizował do
szybszej jazdy.
(autor: AGR Podlasie, Paweł Nowosielski, Aparat, Ręka i Chęci
"Dove" )
Andrzej
pojechał na metę. Jeszcze 700 m dookoła zalewu. Ostatkiem sił walczyłam na
finiszu, udało mi się wyprzedzić jedną z zawodniczek o 4 sekundy. Po
przejechaniu linii mety upadłam i myślałam że już tak sobie będę leżeć i leżeć…
J Wyścig ukończyłam na miejscu
9/17 w kategorii Kobiety Super Fit i 28/48 w open. Pokonałam po 6 latach
jeżdżenia w maratonach jedną z zawodniczek, która od zawsze była poza moim
zasięgiem J Przejechałam dystans
półmaratonu – 34 km w czasie 02:01:29. Jestem zadowolona. Szkoda, że Joli awaria
zepsuła całą zabawę… Ale przed nami jeszcze cały sezon ścigania.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz